Klątwa faraona - fakty i mity: skąd wzięła się legenda i co naprawdę truje turystów

Klątwa faraona ma się świetnie od ponad stu lat: media wracają do niej przy każdym otwarciu grobowca, przewodnicy przy każdej wizycie w Dolinie Królów, a turyści przy każdej hotelowej niestrawności. Prowadzę wycieczki do Luksoru i Kairu na co dzień i pytanie o klątwę pada regularnie, zwykle pół żartem, pół serio. Warto więc rozdzielić, co jest legendą prasową, co ciekawostką naukową, a co faktycznie potrafi położyć turystę do łóżka.
Skąd wzięła się klątwa faraona
Listopad 1922: Howard Carter otwiera w Dolinie Królów grobowiec Tutanchamona, jedyny odnaleziony niemal nietknięty przez rabusiów. Pięć miesięcy później, w kwietniu 1923, umiera w Kairze lord Carnarvon, sponsor wykopalisk. Przyczyna była prozaiczna: zaciął się przy goleniu w miejscu ukąszenia komara, wdało się zakażenie, potem sepsa i zapalenie płuc. Ale gazety miały już gotowy nagłówek. Prasa licytowała się na szczegóły i dopisała między innymi inskrypcję o śmierci, która dosięgnie każdego, kto zakłóci sen faraona - napis, którego w grobowcu nigdy nie było. Arthur Conan Doyle, twórca Sherlocka Holmesa i zdeklarowany spirytysta, publicznie sugerował działanie sił nadprzyrodzonych i legenda była gotowa.
Statystyka klątwy nie potwierdza. W 2002 roku British Medical Journal opublikował analizę losów członków ekspedycji: osoby obecne przy otwarciu komory grobowej, sarkofagu i badaniu mumii nie umierały ani szybciej, ani inaczej niż reszta zespołu. Sam Carter, który spędził przy mumii dekadę, zmarł dopiero w 1939 roku, siedemnaście lat po otwarciu grobowca.
Do dziś nie ma zresztą ani jednego udokumentowanego zgonu, który dałoby się powiązać z egipskim grobowcem inaczej niż przypadkiem, a przez sto lat od odkrycia przez komory Tutanchamona przewinęły się miliony zwiedzających.
Wątek polski: Wawel 1973
Najciekawszy naukowy trop w tej historii pochodzi z Krakowa. W 1973 roku otwarto na Wawelu grób Kazimierza Jagiellończyka i w ciągu następnych lat zmarło kilkunastu badaczy pracujących przy szczątkach. W próbkach z krypty znaleziono grzyba Aspergillus flavus, produkującego rakotwórcze aflatoksyny. To realne zagrożenie przy pracy w zamkniętych od wieków kryptach - dla archeologów i konserwatorów. Turysta zwiedzający wentylowane, otwarte od dziesięcioleci grobowce w Dolinie Królów ma z tym grzybem kontakt zerowy; przez komory Tutanchamona czy Ramzesa przechodzą codziennie tysiące osób i nikomu nic się nie dzieje.
Co naprawdę truje turystów
Współczesna zemsta faraona nie ma nic wspólnego z mumiami. To zwykła biegunka podróżnych, wywoływana najczęściej przez bakterie E. coli obecne w kranówce, lodzie i jedzeniu stojącym godzinami na cieple. Dopada, zależnie od badań, 20-40 procent podróżujących do krajów o ciepłym klimacie i to ona odpowiada za niemal wszystkie opowieści o egipskiej klątwie. Obrona jest prosta:
- woda tylko butelkowana, również do mycia zębów,
- lód poza dobrymi hotelami odpuścić,
- owoce te, które obiera się samemu,
- z bufetu brać to, co gorące i świeżo wystawione,
- ręce myć częściej niż w domu.
Jeśli mimo wszystko dopadnie, w każdej egipskiej aptece za około dolara kupicie Antinal, o którym pisałem osobno - miejscowy lek pierwszego wyboru na bakteryjne biegunki - plus saszetki elektrolitów. Większość osób staje na nogi w dobę lub dwie.
Klątwa faraona jest więc świetną historią i fatalną teorią. Grobowce sprzed trzech tysięcy lat są dziś bezpieczniejsze niż niejeden hotelowy bufet o 15:00, bo jedyne, co w Egipcie naprawdę mści się na turystach, to surówka, która stała na cieple od lunchu. Na to zamiast amuletu wystarczy butelkowana woda i odrobina rozsądku przy talerzu.

